Dwa lata temu wielka powódź zniszczyła dobytek tysięcy osób. Był to szczególnie trudny czas dla polskiej sceny politycznej – dopiero co wydarzyła się katastrofa w Smoleńsku. Czarna wizja powtórki z 1997 roku była w tym czasie ostatnią rzeczą potrzebną rządzącej koalicji. Politycy PO w pamięci mieli niefortunną wypowiedź premiera Cimoszewicza, który 13 lat wcześniej powiedział, że „trzeba było się ubezpieczać”. Następne wybory SLD przegrała z kretesem.
Na zabezpieczenie sondażowe nie trzeba było długo czekać – spec ustawa zagwarantowała poszkodowanym wypłatę bezzwrotnej zapomogi do 6 tys. zł. Z kolei przedsiębiorcy mogą liczyć na 50 tys. zł taniej pożyczki ze specjalnego funduszu. Co interesujące, poszkodowanych wskazuje wójt. Opinia rzeczoznawcy nie jest wymagana.
| » Ile nas kosztuje KRUS? |
Na tegoroczne zasiłki dla ofiar trąby powietrznej i nawałnicy, która nawiedziła północ Polski wydano już 2,7 mln zł. Straty w mieniu samorządów i mieniu prywatnym wyniosły prawie 543 mln zł. Uszkodzonych zostało ponad tysiąc domów mieszkalnych i 734 budynki gospodarcze. Do tego należy doliczyć 63 budynki oświatowe i ponad 200 budynków komunalnych. Poszkodowani są także rolnicy – żywioł zniszczył 27 tys. ha upraw rolnych i prawie 900 ha upraw warzyw i owoców. Widać, że straty są całkiem spore. Liczba poszkodowanych idzie w tysiące, stąd większość ma szansę na zapomogę.
Oduczenie odpowiedzialności
Część z pewnością była ubezpieczona. Teoretycznie jest to naturalne działanie każdego, który pragnie chronić swój dobytek przed ewentualnymi stratami wywołanymi przez czynniki niezależne od człowieka, czyli różnej maści żywioły. Państwo o ustroju takim jak Polska musi pomagać w szczególnych wypadkach. Jednak nie może bezwarunkowo odzwyczajać ludzi od odpowiedzialności.
Paradoks polega na tym, że w demokracji większość ma rację. Gdy przeciętnemu Kowalskiemu na dom runie dwustuletnia lipa, to nikt mu nie pomoże. Jednak gdy cała aleja drzew zmiażdży dachy stu obywateli, to będziemy mieli do czynienia ze szczególną sytuacją wymagającą interwencji rządu. Stąd łatwo o wniosek, że jeśli nasi sąsiedzi nie kupili ubezpieczenia, to my lepiej też nie twórzmy niebezpiecznego precedensu.
Zapomoga w imię solidarności społecznej
Zapomoga to nie odszkodowanie, ale to wcale nie oznacza, że należy ją wypłacać bezwarunkowo, że np. ma nie być zwrotna. Cynik powie, że wypłaca się je w imię solidarności społecznej. Państwo, które stać na milionowe odszkodowania dla ofiar katastrofy smoleńskiej oraz na imprezy takie jak Euro 2012 musi mieć środki na pomoc dla swoich obywateli. Dobrze, niech tak będzie. Jednak czemu ofiar najpierw musi być tysiąc, by ktokolwiek przypomniał sobie, że taka możliwość istnieje? Tak się łatwiej zdobywa głosy.
Niestety jest to rozwiązanie bardzo kosztowne – obciąża wszystkich podatników. Państwo ma obowiązek pomagać, bo w końcu pobiera wysokie podatki. Dlatego ma dużo pieniędzy na typowe rozdawnictwo. Problem w tym, że gdyby podatki były niższe, to być może ludzi stać byłoby na ubezpieczenia. Ci, którzy nie zrobiliby tego i tak, to ryzykanci, którzy celowo pasożytują na systemie, który zamiast być uzupełnieniem, staje się substytutem gorszej jakości. Bardzo niepewnym i strasznie drogim.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
























































